“Taehan Minguk Hwaiting”! “Pyeongchang Hwaiting”! To właśnie za pomocą tych okrzyków mieszkańcy Korei Południowej, a zwłaszcza położonego 180 kilometrów na wschód od stolicy kraju Seulu miasta Pyeongchang, powitali z radością decyzję Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, przyznające prawa ich miastu do organizacji zimowej olimpiady w 2018 roku. Miasta, które przymierzało się do ich organizacji po raz trzeci – w 2010 roku udaną dla polskich sportowców olimpiadę zimową organizowało kanadyjskie Vancouver, a w 2014 roku najlepszych sportowców świata w dyscyplinach zimowych gościć będzie Soczi – to właśnie z tymi miastami koreański ośrodek przegrał dwukrotnie w poprzednich staraniach o organizację zimowej olimpiady – i to pomimo wygrania pierwszej rundy głosowania w każdym przypadku. W drugiej rundzie głosujący na miasto, które odpadło po głosowaniu w pierwszej turze, oddawali zawsze głosy na rywali koreańskiego miasta, i to dlatego Pyeongchang przegrywało rywalizację. Tym razem w pierwszej rundzie głosowania Pyeongchang nie tylko wygrało, ale i zgromadziło ponad połowę głosów członków MKol, co pozwoliło uniknąć konieczności głosowania w drugiej rundzie, kiedy to koreańskie miasto ponosiło porażkę. Zadziałało tutaj stare powiedzenie “do trzech razy sztuka”, i starania Koreańczyków zostały wreszcie docenione – gotowa jest już bowiem połowa z obiektów na których będą się odbywać olimpijskie zawody. Będzie to trzecia zimowa olimpiada i szósta w historii igrzysk olimpijskich na kontynencie azjatyckim. W 1988 roku sportowców w dyscyplinach letnich gościła południowokoreańska stolica, czyli Seul – igrzyska w Pyeongchang będą więc miały wymiar symboliczny, bowiem będą miały miejsce trzydzieści lat po igrzyskach w Seulu. Ponadto trzykrotnie olimpijczyków gościła Japonia. W 1964 roku było to Tokio, w których miały miejsce igrzyska letnie a także dwa razy zimą – w 1972 roku było to Sapporo, a w 1998 roku Nagano. Te pierwsze zimowe igrzyska przeszły szczególnie do historii polskiego sportu z uwagi na złoty medal w skokach narciarskich Wojciecha Fortuny, który to przez 38 lat, aż do ubiegłorocznego zwycięstwa Justyny Kowalczyk w Vancouver, pozostał jedynym złotym medalistą olimpijskim w sportach zimowych. W 2008 roku letnie igrzyska odbyły się w stolicy Chin – Pekinie.
Znaczącym czynnikiem, który przyczynił się do zwycięstwa Pyeongchang są sukcesy azjatyckich sportowców w sportach zimowych. Koreańczycy specjalizują się głównie w łyżwiarstwie szybkim i to zarówno na torze normalnym (5 medali w Vancouver) jak i krótkim (short track – 8 medali w Vancouver), ale i są obecni także i w innych dziedzinach olimpijskiej rywalizacji. Na ostatniej olimpiadzie w łyżwiarstwie figurowym w konkurencji solistek mistrzostwo olimpijskie wywalczyła Koreanka Kim Yu Na. To właśnie ona była ambasadorką koreańskiej oferty i to ona dokonała prezentacji przed członkami Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, czym walnie przyczyniła się do sukcesu koreańskiego miasta.
W Polsce z krajów azjatyckich najbardziej kojarzone są Indie, Chiny i Japonia. Indie są znane z popularnych także w naszym krajów filmowych produkcji studia Bollywood. O Chinach się mówi głównie w kontekście chińskiej porcelany, Wielkiego Muru, a także w kwestii łamania praw człowieka przez władze w tym kraju (głównie wobec Tybetu). Z kolei Japonia przeciętnemu Polakowi kojarzy się głównie z samurajami, szybkimi samochodami, oraz bombami atomowymi zrzuconymi na Hiroszimę i Nagasaki, a ostatnio także japońską sztuką komiksu – mangą i jej animowaną wersją, czyli anime. Na tym tle bardzo blado wypada Korea i jej kultura. Jej znajomość w naszym kraju jest bardzo nikła. W Polsce kojarzymy ją głównie z markami Daewoo (samochody) oraz LG i Samsung (sprzęt elektroniczny). A szkoda, bo to ciekawy kraj, o ciekawej kulturze i skomplikowanej historii, skutkiem czego jest tragiczny w skutkach jej podział na dwa państwa – komunistyczną północ i demokratyczne południe. Dwa imperialistyczne państwa, czyli USA oraz Związek Sowiecki po drugiej wojnie podzieliły między sobą strefy wpływów w tym kraju, dzieląc go na pół 38 równoleżnikiem. Skutkiem tego była trzyletnia wojna koreańska, która pogłębiła jeszcze podział kraju, i stan ten trwa do dziś, gdyż Korea Południowa nie złożyła podpisu pod traktatem w Panmundżomie oznaczającym zawieszenie broni i zmianę linii demarkacyjnej. Korea Południowa zyskała nieznacznie obszarowo, ale utraciła na rzecz swojego sąsiada z północy dwa ważne obszary – okręg przemysłowy Kaesong oraz półwysep Ongdżin. Pomimo zawieszenia broni wciąż nie podpisano traktatu pokojowego i formalnie oba państwa są w stanie wojny. W ubiegłym roku miały miejsce dwa incydenty. W marcu została zatopiona korweta “Cheonan” należąca do marynarki wojennej Południowej Korei, o który to atak została oskarżona Korea Północna, a w listopadzie została ostrzelana orzez artylerię północnokoreańską wyspa Yeongpyeong.
Jaka jest przyczyna małej znajomości Polaków o kulturze koreańskiej? Duże znaczenie miały w tym mistrzostwa świata jakie odbyły się w tym kraju w 2002 roku i porażka naszej reprezentacji z drużyną gospodarzy w pierwszej rundzie tej imprezy – zasłużona zresztą rzecz jasna. Zresztą w tej imprezie Koreańczycy byli kojarzeni głównie z przekupstwem wśród sędziów mających umożliwić dotarcie ich drużyny do strefy medalowej. I ten niesmak tamtych mistrzostw pozostał do dziś. Nawet podczas ostatniego mundialu w RPA w zeszłym roku, tamte mistrzostwa z 2002 roku były przypominane przy okazji niemal każdego ich meczu. I to mimo tego, iż mistrzostwach w RPA, Koreańczycy grali dość poprawny futbol, który zagwarantował im wyjście z grupy, w naszej telewizji byli przedstawiani raczej w świetle negatywnym niż pozytywnym. Z kolei pod niebiosa polscy komentatorzy wynosili grającą niemrawy futbol reprezentację USA, a jej reprezentanta Landona Donovana stawiano do roli jednego z najlepszych graczy ostatniego mundialu, mimo iż swoją postawą zdecydowanie sobie na to nie zasłużył.
Zarzucając jednak Koreańczykom korupcję wśród sędziów podczas mistrzostw świata w 2002 roku, my Polacy też musimy uderzyć się w pierś. To od połowy minionej dekady prokuratura wrocławska stawia w stan oskarżenia kolejne osoby zamieszane w korupcję w polskim futbolu. W sprawie pojawiają się coraz to nowe wątki, a sprawa wydaje się nie mieć końca. I kto tu jest najbardziej skorumpowany – czy Koreańczycy w 2002 roku, czy też polscy działacze sportowi zamieszani w korupcję w polskiej piłce, która zaczęła się na długo przed mistrzostwami 2002 roku? Zawodnicy z tamtej drużyny koreańskiej w większości już zakończyli kariery, a do głosu dochodzi młodsze pokolenie piłkarzy, którzy nie uczestniczyli w tamtym procederze. Z kolei w Polsce dochodzi do kolejnych zatrzymań w aferze korupcyjnej. I dlatego zanim zaczniemy myśleć o Korei w kontekście tamtej afery sędziowskiej i przegranego meczu w 2002 roku uderzmy się w pierś. Bo w tej akurat sprawie mamy więcej na sumieniu niż Koreańczycy. A mecz z nimi przegraliśmy słusznie, i każdy kto widział tamten mecz (ja również) nie odniósł wrażenia, że był nieuczciwie sędziowany. Sprawa skorumpowania sędziów przez gospodarzy tamtych mistrzostw dotyczy późniejszych meczów, głównie fazy pucharowej, podczas gdy w Polsce afera futbolowa obejmuje kilkanaście ostatnich lat – i to zarówno przed jak i po mistrzostwach w Korei.
Korea to nie tylko sport, rozsławiany przez medale kolejnych jej reprezentantów na międzynarodowych zawodach. To także rynek muzyczny, o którym przeciętny Polak wie raczej niewiele. Miesiąc temu 10 czerwca br. kilka koreańskich zespołów nagrywających dla jednej z największych wytwórni płytowych w tym kraju – SM Entertainment, dało koncert w Paryżu w hali Zenith (muzyka pop w Korei Południowej będzie zresztą tematem jednego z moich następnych artykułów). Miejsce koncertu zostało wybrane nieprzypadkowo, bo to właśnie we Francji południowokoreańscy piosenkarze mają najwięcej miłośników ze wszystkich krajów europejskich. Zresztą w tegorocznej rywalizacji o olimpiadę jednym z dwóch przeciwników Pyeongchang było francuskie Annecy. W listopadzie planowany jest następny koncert artystów koreańskich w Europie – tym razem mają to być wykonawcy związani z Cube Entertainment, a miejscem koncertu będzie Londyn – notabene arena przyszłorocznych letnich igrzysk olimpijskich. W jakimś sensie sztafeta olimpijska będzie więc kontynuowana na niwie muzycznej. To chyba najlepiej świadczy o tym, że kultura Republiki Korei ma ponadnarodowy wymiar.
No i Korea to także “hangeul”, czyli jeden z najłatwiejszych alfabetów na świecie. Został on stworzony w XV wieku w czasach króla Sejonga, jednak do powszechnego użytku wśród mieszkańców Półwyspu Koreańskiego wszedł po drugiej wojnie światowej. Istnieje wiele transkrypcji koreańskiego pisma. Najbardziej przyswajalna wydaje się wśród nich tzw. romanizacja poprawiona (revised romanization) wprowadzona przez Ministerstwo Kultury Korei w 2000 roku, która jest obowiązkowa w tym kraju. Głosek (jamo) w alfabecie koreańskim jest w sumie 51, z czego podstawowych jest 14 spółgłosek i 10 samogłosek. To i tak niewiele, jeśli się weźmie pod uwagę, że pismo japońskie składa się z dwóch alfabetów sylabicznych hiragany i katakany liczących po kilkadziesiąt znaków, oraz znaków kanji, których jest kilkanaście tysięcy z czego w powszechnym użyciu jest jedynie kilka tysięcy. To i tak dużo jak na przeciętnego Europejczyka. Na ich tle koreański “hangeul” jawi się naprawdę skromnie, i dlatego wydaje się być najłatwiejszy do nauczenia. Jamo będące częścią tego alfabetu łączą się w układ spółgłoska – samogłoska – spółgłoska tworzący blok sylabiczny, może być też układ dwóch liter w jednej sylabie spółgłoska i samogłoska. Podczas gdy w hiraganie i katakanie każdy znak oznacza jedną sylabę – bywa tak mimo iż jedna od drugiej różnią się tylko jedną literą to w piśmie reprezentują je znaki o innych różniących się od siebie kształtach. Dlatego zanim zdecydujemy się na naukę języka chińskiego czy japońskiego, warto przyswoić sobie język i alfabet koreański. No i w 2018 roku pojechać na olimpiadę zimową do Pyeongchang, aby obejrzeć zmagania następców Justyny Kowalczyk i Adama Małysza.
Zdjęcia użyte w artykule znajdują się w zasobach Wikimedia Commons i są udostępnione na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – na tych samych warunkach 3.0
Artykuł opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – na tych samych warunkach 3.0